W KAPCIACH I ZA BIURKIEM – TRENING ASERTYWNOŚCI

Są takie umiejętności, których trudno nauczyć się z książek. Potrzebni są do tego dobrzy przewodnicy i grupa z którą można trenować. Takim miejscem jest na przykład trening komunikacji czy asertywności.

Moja koleżanka szukała towarzystwa na trening asertywności. Nie miałam czasu, ale ona nie ustępowała – chodź, słyszałam dobre rzeczy o tym treningu, już dawno chciałam się zapisać, nie znam tam nikogo, chodź…

O asertywności słyszałam od dawna, właściwie jeszcze w szkole jako o umiejętności mówienia „nie”, kiedy nie chcesz zapalić papierosa, który wcale ci nie smakuje, kiedy nie chcesz pić na imprezie, bo nie masz ochoty dotrzymywać kroku tym, którzy już dawno przegięli. Potem w pracy  bo pracuję w firmie, w której oczekiwano od nas, że będziemy się szkolić i udoskonalać nasze kontakty z klientami. Myślałam o asertywności jak o przydatnym w mojej pracy narzędziu – chciałam być skuteczna, doceniana i przede wszystkim mieć efekty. Nauczyłam się mówić „nie” kiedy kontrahent próbował negocjować cenę, nauczyłam się nie dać wciągać w dyskusję i kończyć rozmowę przez telefon z namolnym klientem. Czy mogłam się nauczyć czegoś więcej?

Dałam się namówić. Dogadałam się z mężem, że zajmie się dzieciakami, powiedziałam, żeby się przygotował na to, że może mnie nie poznać po tym weekendzie i zaopatrzona w dużą butelkę ulubionej wody mineralnej (bo było gorąco) i z Baśką zaopatrzoną w karton soku powędrowałyśmy na trening. Trochę się bałam tego, że ma być nas tak mało. Zwykle uczyłam się w przynajmniej 30 osobowej grupie, gdzie można było się trochę schować, no ale dobra – myślałam – zobaczymy jak to będzie?

Dzisiaj myślę, że dzięki uporowi Baśki dokonałam jednego z ważniejszych odkryć w moim życiu – to co potrafię jest bardzo ważne, ale o wiele ważniejsze jest to, kim jestem i jak traktuję samą siebie i moich najbliższych.

Moja asertywność w relacji do samej siebie była w powijakach. Potrafiłam mówić „nie” klientowi, jak trzeba zastosować technikę „zdartej płyty”, a zupełnie nie potrafiłam wyrażać swoich potrzeb, przyjąć komplementu, powiedzieć o tym, co czuję czy zezłościć się tak, żeby z tego nie wynikła awantura. Ktoś pokazał mi pewne techniki, ale ABC asertywności to poznanie jej istoty, a istotą asertywności jest szacunek do samego siebie i innych.

Wyszłam z treningu przekonana, że chcę spróbować inaczej, łagodnej traktować siebie i moich bliskich, być uważniejszą na moje i ich emocje bo to one najbardziej wymagają szacunku, tylko najpierw muszę nauczyć się je odczytywać i o nich mówić. Łatwiej było mi wyrażać poglądy, nie bałam się mieć swojego zdania, ale powiedzenie o tym, że się boję, że mi przykro, smutno uważałam, za słabość.

Wróciłam do domu, dzieci mnie osaczyły, mąż popatrzył na mnie wyczekująco spodziewając się pewnie wyrzutów, bo zwykle nie był w stanie zrobić wszystkiego w domu tak, jak ja bym zrobiła, a ja powiedziałam – bardzo jestem zmęczona mój drogi, ale cieszę się, że mogłam dzięki tobie mieć ten dzień dla siebie. Pewnie masz dość naszych „sreberek” – opowiedz mi jak sobie dałeś radę i ja ci opowiem jak było. A było…. Tego trzeba było po prostu doświadczyć.

Małgorzata Marcinkowska

X
%d bloggers like this: