Nie-Boże Narodzenie? Rozmowa z psychoterapeutą teologiem Tomaszem Radkiewiczem

Przynajmniej raz w roku, w święta, co najmniej przez kilka godzin przebywamy z osobami, z którymi na co dzień utrzymujemy sporadyczny kontakt lub nie utrzymujemy go wcale. Podtrzymujemy kurtuazyjne rozmowy przy stole, musimy znosić cudze poglądy i wypowiadać się na nieciekawe tematy. Brzmi znajomo? Ale czy tak powinno być? Jak dobrze przeżyć święta? Zapytaliśmy o to Tomasza Radkiewicza, psychoterapeuty z płockiego Centrum Obecności.

 

 Jak przygotować się do świąt, dostrzec to, co w nich istotne w natłoku tego całego konsumpcjonizmu, który nas otacza w tym czasie? Co zrobić, żeby nie zagubić sensu świąt? Jaki on właściwie powinien być?

– Te święta, jak ich nazwa wskazuje, powinny oznaczać “narodzenie się Kogoś, czegoś”. Dobrze byłoby, abyśmy na chwilę zatrzymali się nad tym, co powinno, albo co może się w nas narodzić? Przed świętami zajmuje nas sprzątanie, gotowanie, prosto z pracy wpadamy na Wigilię, kursujemy od zadania do zadania, odhaczamy je w naszej check-liście przygotowań. Jeśli mamy mówić o sensie, to takie pojmowanie świąt przypomina bezsens lub przynajmniej zgubienie sensu świąt. Jeśli chcemy dostrzec prawdziwy sens, potrzeba głębszej refleksji. Zatrzymajmy się na chwilę w tej przedświątecznej krzątaninie i odpowiedzmy sobie na pytanie: Co jest dla mnie ważne?

Co to znaczy?

– Kluczem do zrozumienia jest proste słowo “Obecność”. Czy jestem w tym wszystkim Obecny czy nie? Przez “Obecność” rozumiem świadomą gotowość na to, co się wydarza we mnie. Nie na to, co mam teraz zrobić, co jeszcze przygotować, o czym zapomniałem, co trzeba nadrobić, tylko na to, co we mnie samym powinno się zadziać osobiście. Święta powinny być najpierw dla mnie samego, a dopiero później dla wspólnoty, dla rodziny, a więc zatrzymajmy się na chwilę, wykorzystajmy ten czas, spójrzmy w głąb siebie.

Czasem niestety nie jest kolorowo, wszyscy mamy jakieś problemy, w rodzinach zdarzają się konflikty. Co w tej sytuacji?

– Święta doskonale obnażają. Jeśli coś dzieje się w relacjach, to będzie to widać jak na dłoni podczas Wigilii, czy podczas kolejnego dnia świętowania. W takim przypadku sensem tych świąt powinno być uświadomienie sobie tych problemów lub deficytów. Wielokrotnie słyszę, że święta są najgorszym doświadczeniem, bo wybuchła kłótnia, czy też ktoś poróżnił się z kimś o majątek, bo zaogniły się i tak kiepskie relacje. Wtedy święta stają się nie do wytrzymania. Podejmijmy próbę zagłębienia się w siebie, spróbujmy dostrzec czy nasze relacje z innymi ludźmi wymagają działań naprawczych. Odpowiedzmy sobie na pytanie czego tak naprawdę potrzebujemy? Bo jeśli mamy usiąść do stołu z rodziną tylko “bo tak trzeba”, to lepiej sobie odpuścić. Jezus przychodzi na świat jako Miłość. Święta Bożego Narodzenia to święta Miłości, dlatego ważne jest na ile pozwolimy sobie, żeby tę Miłość która jest we mnie wydobyć, żeby ona zaistniała w moich relacjach, czy jestem gotów przyjąć człowieka, z którym jestem skonfliktowany w moją przestrzeń. Bóg jest w bliskości. Pozwalając mu, żeby on się w nas narodził, staniemy się bliżsi drugiej osobie. Stworzenie klimatu świątecznego w sobie – od tego zacznijmy. Dopiero potem możemy podzielić się nim z innymi.

Jak to od siebie?

– W tym całym rytmie konsumpcyjnym wpadamy na święta, otwieramy prezenty i nie potrafimy ukryć rozczarowania, bo to nie jest to, co chciałem, bo nie jest za daną kwotę. I tu warto się zatrzymać, postawić kilka ważnych pytań. Co się u mnie dzieje? Na jakim poziomie funkcjonuję? To ważne pytania. Czy jestem gotowy na autorefleksję? Czy jest we mnie ten spokój i gotowość na bliskość z drugim człowiekiem?

No dobrze, ale podczas świąt spotykamy się z ludźmi, którzy tej pracy wewnętrznej mogli nie wykonać. I nie mamy na nich wpływu. Jak się z tym zmierzyć?

– To będzie po prostu “przetrwanie” tych świąt. Od tej godziny do tej, zjeść i wyjść. Bardzo to smutne, rozczarowujące. Jeśli tak jest w rodzinie i to dostrzegamy, to spróbujmy zastanowić się czy chcemy, żeby tak było w naszym życiu. A jeśli nie, to czy jesteśmy gotowi na to, by coś zmienić, zaczynając oczywiście od siebie. Tak, żeby wiedzieć, po co przyszliśmy na te święta. Nie po to, żeby zjeść, dać i odebrać prezenty, ale po to, by doświadczyć bliskości i przeżyć. Deficytowa potrzeba głębokich więzi jest w naszym społeczeństwie, w naszych rodzinach. Chcemy być z drugim człowiekiem, doświadczać jego uczuć, przeżyć, a często te relacje są płytkie i powierzchowne. Święta, niestety, to odsłaniają.

Czy nie narazimy się na ośmieszenie przychodząc po takiej refleksji do rodzin, w których święta oparte są na corocznym rytuale?

– Jeśli święta tak wyglądają, to ich atmosfery, atmosfery miłości, akceptacji, bycia z drugim człowiekiem w takiej rodzinie prawdopodobnie nie ma. Tematem zastępczym będą rozmowy o polityce, pieniądzach, wydarzeniach kulturalnych. Członkowie takiej rodziny przychodzą na spotkanie ze sobą, ale tak naprawdę się ze sobą nie spotykają. Tę Wigilię, te święta po prostu musimy spędzić razem, bo np. taka jest tradycja. To już nie atmosfera miłości, tylko raczej przymusu, forma Nie-Bożego Narodzenia. A można inaczej. Zapragnijmy Bożego Narodzenia, w którym sensem będzie bliskość, więzi, gdzie będzie zainteresowanie i wewnętrzna gotowość, gdzie po prostu będziemy dla siebie. Tak mało, a jednak w dzisiejszych czasach tak wiele.

Co więc należy zrobić, jak postąpić, by zapoczątkować zmiany w naszych rodzinach?

Spróbujmy stworzyć przestrzeń tu i teraz. Atmosferę, w której wszyscy będziemy mogli być Obecni, gotowi do doznawania i doświadczania. Pozwólmy sobie na doznawanie, nawet poprzez popróbowanie potraw, pochwalenie gospodyni i doświadczanie – byśmy mogli porozmawiać bez krytykowania, oceniania, z poczuciem szczerej życzliwości. Jest to trudne, jeśli mamy za sobą niełatwe doświadczenia, ale warto spróbować. Ważny jest także kontakt, intuicyjnie głęboki – skupmy się na ludziach, z którymi spędzamy te święta, słuchajmy ich, pozwólmy im wejść w naszą przestrzeń. Za tym idzie także otwartość serca i oczu – nie w przenośni, wprost otwórzmy się na drugiego człowieka, na spędzenie z nim czasu, to sprawi, że nasze spotkanie stanie się wyjątkowe i jedyne. Pamiętajmy również, że słowa są wyrazem ekspresji uczuć, uniesień, ugruntowaniem doświadczenia, zatrzymaniem go w czasie. Dobre słowa umacniają poczucie bezpieczeństwa, wiarę, że możemy być dla siebie lepsi. Obecność, otwartość i wrażliwość na słowo – to najważniejsze wartości w świadomym uczestnictwie w spotkaniu świątecznym z rodziną.

Czego wobec tego możemy życzyć naszym czytelnikom na ten świąteczny czas?

– Otworzenia się na siebie nawzajem, Obecności – pełnego ciepła, bliskości, serdeczności spotkania.

 

Rozmawiała Agnieszka Kwiatkowska PETRONEWS

X
%d bloggers like this: