Katarzyna Czekierda – Pieciuk: Pierwsze spotkanie na psychoterapii humanistycznej

– Dzień dobry.

– Witam, proszę usiąść.

– Dziękuję.

– Proszę powiedzieć, z czym Pani/Pan dzisiaj do mnie przychodzi?

– …

W ten sposób zazwyczaj zaczynam spotkanie z Pacjentem, który przychodzi do mnie na psychoterapię z różnymi problemami: z zagubieniem, ze złością na kogoś bliskiego, z żalem do siebie, do świata. Z konfliktami w życiu prywatnym lub zawodowym oraz chęcią poradzenia sobie z nimi. Innym razem z chęcią zaakceptowania trudnych emocji, wydarzeń, z potrzebą zobaczenia: Czy w ogóle można inaczej?
„Czy można tak, żeby ponosić mniejsze koszty, żeby trochę mniej bolało?” –  słyszę niejednokrotnie.

Wtedy rozmawiamy, zastanawiamy się, oglądamy dany temat z rożnych stron. Po jakimś czasie Pacjent zaczyna odczuwać jeszcze więcej emocji, doświadcza i uczy się odczytywać je, radzić sobie z nimi. Potem okazuje się, że ma potrzebę obejrzenia nie tylko tego konkretnego tematu, z którym przyszedł, ale także większej części własnego życia „tu i teraz”. Po jakimś czasie, na kolejnych sesjach pojawiają się doświadczenia z przeszłości. I te dobre akceptowane, ale też i te trudne, których często Pacjent się boi, przed którymi często ucieka, nie chce ich mieć w swoim życiu. Najchętniej wymazałby je ze swojej historii. „Nic dziwnego” – myślę sobie. „To naturalna kolej rzeczy – nie lubimy myśleć, być przy tym, co nam szkodzi, co nam sprawia jakiś kłopot”. Zwłaszcza, jeśli będąc dzieckiem nie mieliśmy przecież „narzędzi” radzenia sobie z różnymi trudnymi, często traumatycznymi zdarzeniami czy emocjami.

Trudno jest mówić o przeszłości. Żeby do tego doszło, musi zwiększyć się poziom zaufania między psychoterapeutą a pacjentem.  Co to znaczy? Znaczy to tyle, że zupełnie „po ludzku”, wytwarza się poczucie, że osoba, przed która siedzę w gabinecie (psychoterapeuta), z jakąś przecież wiedzą specjalistyczną i doświadczeniem, będąca człowiekiem, tak jak ja, mimo wszystko mnie nie oceni. Współodczuje mój ból. Usłyszy to, co mówię, przyjmie i … zaakceptuje.  Pomoże mi…

W jaki sposób psychoterapeuta może pomóc zagubionemu w tym konkretnym momencie swojego życia Pacjentowi?
Właśnie obecnością, wysłuchaniem, rozmową.  Czasem radą, jednak w wielu sytuacjach, nawet tego nie potrzeba. Moje doświadczenie i sposób w jaki pracuję, pokazało mi wielokrotnie, że często sama obecność psychoterapeuty daje Pacjentowi trochę więcej pewności siebie, potrzebnej do patrzenia na różne trudne doświadczenia inaczej. Odwagi do wysuwania niespodziewanych przez Niego wniosków. Do spojrzenia w inną stronę niż dotychczas.

Często słyszę takie słowa: „Ja pierwszy raz o tym mówię” lub „Ja pierwszy raz w taki sposób
o tym rozmawiam”
. Często psychoterapeuta jest pierwszą osobą w życiu Pacjenta, który słucha i autentycznie słyszy, który widzi i reaguje na cierpienie.

Mocno wierzę w to i tym kieruję się prowadząc psychoterapię, że Pacjent jest ekspertem od swojego życia. Być może w tym momencie, w którym się do mnie zgłasza trochę niepewnym, zagubionym, nieradzącym sobie, niewiedzącym, jak sobie radzić.
Ale podkreślam:  w tym momencie. Przecież nie zawsze było tak, że „nie umiał”. W wielu sytuacjach radził sobie. Akurat teraz przyszedł taki moment, że idzie Mu to trochę inaczej, niż wcześniej. Akurat teraz uzbierało się tyle, że więcej nie dał rady unieść. Że musi z kimś to podzielić, bo nie wytrzymuje wewnętrznie. Bo widzi, jak destrukcyjnie zaczyna to wpływać to na Jego życie i bliskie Mu osoby. Zabrnął w ślepy zaułek, nie wie, jak się z niego wydostać.

Decyduje się na wizytę u psychoterapeuty. I to nie jest porażka – jak wielu widzi takie spotkanie. To jest właśnie sposób radzenia sobie z kryzysem. Szukanie rozwiązania. Takim rozwiązaniem jest właśnie spotkanie z psychoterapeutą.
Ja widzę to w ten właśnie sposób:  spotkanie. To jest ważne. Spotkanie dwóch osób: psychoterapeuty i Pacjenta. Pacjenta, który wnosi wiele siły, chęci, sposobów radzenia sobie w trudnych momentach, nawet jeśli na „tu i teraz” jeszcze tego nie widzi. Moim zadaniem jest m.in. rozwiać mgłę zasłaniającą rozwiązania.

Co dzieje się dalej? Psychoterapia trwa, rozwija się. Pacjent próbuje w życiu różnych nowo odkrytych umiejętności. Czasem to wychodzi, czasem nie. Przychodzi na sesję, żali się, złości. Innym razem cieszy, bo coś właśnie udało Mu się „coś” zmienić w dotychczasowym zachowaniu, schemacie, z którego trudno było wcześniej  się wydostać.

Pewnego dnia przychodzi taki moment, że Pacjent chce spróbować radzić sobie już w życiu sam. Bez wsparcia psychoterapeuty.

„Ale jak to? Już teraz? Przecież jest tyle jeszcze do zrobienia”. Ale to jest moment wybrany przez Pacjenta. To On o nim decyduje, bo to On wie, kiedy przyjdzie najlepsza chwila.

Co ja wtedy robię? Trzymam mocno kciuki 🙂

Zatem jak wygląda psychoterapia wg mnie?
Psychoterapia w nurcie humanistyczno-egzystencjalnym, z elementami gestalt i focusingu? Otóż tak…. 🙂

Katarzyna Czekierda-Pieciuk

 

 
X
%d bloggers like this: