DEPRESJA – PRZYJACIÓŁKA CZY WRÓG?

„Mam depresję!” – jak często to słyszymy. Niepowodzenie w pracy, zarysowany samochód, teściowa, która  odmówiła pomocy… Często używany termin depresja z pewnością nie oddaje naszego faktycznego stanu, choć coraz częściej, szczególnie w mediach, to słowo sugeruje, że to rodzaj choroby przychodzącej z zewnątrz. Ale czy tak faktycznie jest?

O depresji i długoterminowej pracy terapeutycznej nad nią mówią Małgorzata Marcinkowska i Tomasz Radkiewicz.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) depresja stanowi obecnie czwarty najpoważniejszy problem zdrowotny na świecie. Dotyka około 10 procent populacji. Dotyczy wszystkich grup społecznych, bez względu na płeć, wiek i wykształcenie.

Objawy mogą być inne u każdego pacjenta i dlatego tak trudno ją rozpoznać. Podstawową przyczyną błędów w zdiagnozowaniu depresji, jest brak nawyku mówienia podczas wizyt u lekarza pierwszego kontaktu o emocjach oraz obawa przed piętnem choroby psychicznej.
Właściwie nie ma osoby, która chociaż raz w życiu nie doświadczyła obniżenia nastroju. Jeśli samopoczucie jest złe, można mówić o smutku, jeżeli bardziej niż złe  – o przygnębieniu, a jeśli jest bardzo, bardzo źle i taki stan utrzymuje się kilka tygodni  – to prawdopodobnie depresja. Depresja lubi chować się za maską dolegliwości fizycznych migren, bólów mięśni, stawów, dolegliwości sercowych. Trudno radzić sobie wtedy z problemami, pracować, prowadzić normalne życie.

Objawy

– Depresja to nie tylko smutek i przygnębienie, ale też utrata zainteresowań i radości życia – mówi psychoterapeutka Małgorzata Marcinkowska. – Człowiek funkcjonuje w zwolnionym rytmie, ma zaburzenia koncentracji i obniżoną samoocenę. W sposób ponury i pesymistyczny patrzy na świat, przyszłość widzi wyłącznie w czarnych barwach. Dotykają go zaburzenia snu, który jest płytki i nie daje relaksacji – tłumaczy.

Często choroba ta „ukrywa się” za objawami somatycznymi: złym samopoczuciem fizycznym, dolegliwościami bólowymi oraz różnego rodzaju schorzeniami, zwłaszcza układu krążenia (nawet do 30 procent osób leczonych z powodu różnych chorób somatycznych ma również objawy depresji, które często nie są rozpoznawane).
Depresja może doprowadzić do znacznego spadku poziomu aktywności życiowej, a dla 20–30 procent chorych kończy się samobójstwem.
Zaburzenia depresyjne najczęściej występują u osób powyżej 50. roku życia. Wiąże się to m.in. z utratą dotychczasowych ról życiowych, np. przejściem na emeryturę i pogorszeniem sytuacji finansowej, obniżeniem sprawności fizycznej oraz samotnością (usamodzielnieniem dzieci, śmiercią partnera życiowego).

Czynniki ryzyka

Niezwykle ważne w depresji są czynniki genetyczne (badania nad depresją wskazują nawet na wpływ niskiej wagi urodzeniowej i wcześniactwa, jako czynników warunkujących depresję młodzieńczą). Czynniki te nie są co prawda wprost odpowiedzialne za jej rozwój, ale predysponują do łatwiejszego popadania w nią. Ludzie, których członkowie rodzin leczyli się, z dużym prawdopodobieństwem również są zagrożeni wystąpieniem tej choroby. Inne czynniki wpływające na rozwój depresji to nasilający się stres, przeciążenie pracą a także aura (depresja sezonowa).

Leczenie depresji

– Depresja to choroba ciężka i przewlekła, mająca tendencje do nawrotów. Sama nie ustąpi – tłumaczy Tomasz Radkiewicz, psychoterapeuta i trener rozwoju osobistego.
– Wychodzenie z depresji to długi okres nabywania podmiotowości, postawienie swoich potrzeb i życia uczuciowego na pierwszym miejscu, to często daleko posunięte zmiany życiowe. To także czasem wspomaganie procesu farmakologią i dobrą psychoterapią oraz współpracą z  bliskimi – wyjaśnia, dodając, że odpowiednio przygotowana rodzina może wspierać chorego, a jej rola w leczeniu jest nieoceniona (stąd tak ważna jest psychoedukacja rodziny). Złe stosunki rodzinne mogą nie tylko nasilać występowanie zaburzeń, ale też obniżać skuteczność psychoterapii. Dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych – nastolatków, wśród których odsetek zapadających na depresję wzrasta każdego roku.

X
%d bloggers like this: