CZUJĘ… CZY NIE CZUJĘ? – KILKA ZDAŃ O ŻYCIU W EMOCJONALNEJ PUSTCE

Uczucia odzwierciedlają nasz stosunek do rzeczywistości i wyrażają emocjonalne nastawienie człowieka do określonych ludzi, zdarzeń i innych elementów otaczającego go świata. Bez nich trudno byłoby funkcjonować i budować zdrowe relacje z innymi. Zdolność do odczuwania i wyrażania ich pełnej gamy, stanowi jeden z filarów równowagi psychicznej, dlatego też, tak ważne jest ich uświadomienie.

CZYM „ONE” SĄ ?
Czy jestem ich świadomy? Czy odbieram je jako drogowskaz w podejmowanych decyzjach, potrzebach, relacjach czy dążeniach? „Co czuję?”, „Co teraz przeżywam? ” – gdy ktoś odbył spotkanie z psychologiem czy terapeutą usłyszał niektóre z powyższych pytań. Te pytania kierują naszą uwagę na świat wnętrza – świat bogatych odczuć, który stanowi o nas samych. Bycie w kontakcie ze swoimi uczuciami pozwala nam być bliżej siebie. Świadomość uczuć podaje informację czego potrzebuję – tu i teraz.

Nasze uczucia nadają tożsamość naszemu życiu, czujemy jego różnorodność i sens. Nasze życie jest dzięki nim barwne, kolorowe i wyraźne.

Są jednak osoby, które nie rozpoznają swoich uczuć, nie potrafią o nich mówić czy ich wyrażać. Nie mają kontaktu z nimi i nie czują ich. Przeżywają życie bez szukania znaczeń, funkcjonując intelektualnie i zadaniowo. Najczęściej w takich momentach pojawia się dysharmonia i potrzeba znalezienia odpowiedzi. Poszukując Ktoś taki trafia do gabinetu psychoterapeutycznego szukając dla siebie pomocy nie wiedząc w czym tkwi źródło problemu.

OSOBA MARLENY
Barbara* wyszła za mąż za człowieka będącego kopią jej ojca – cichego i uległego, podporządkowanemu rodzicom, a potem Barbarze, która przyjęła rolę matki, powielając wzór własnej rodziny. Prawdę mówiąc, uciekła z domu w małżeństwo, bo nie mogła znieść stałego komenderowania swojej matki.
Kiedy urodziła się Marlena*, Barbara postanowiła, że nie będzie wobec niej tak zimna i rygorystyczna jak jej dawniej jej matka. Wyobrażała sobie, jak będzie opiekowała się córką, która stanie się jej dumą w szkole i na studiach, jak kiedyś zrobi karierę, jak dobrymi radami ustrzeże ją przed złym towarzystwem. Marlena jednak od początku nie spełniała oczekiwań matki. Tuż po urodzeniu okazało się, że najbardziej przypomina teściową, czego Barbara nie przewidziała w swych planach i co było dla niej nie do zaakceptowania. Poza tym przez kolejne miesiące i lata toczyła się nieustanna walka o to, ile i co Marlena ma jeść. Dziewczynka była typowym niejadkiem, w przedszkolu natomiast jadła bardzo chętnie.

Marlena była dzieckiem żywym, często reagowała żywiołową radością i gwałtownym sprzeciwem, co nie mieściło się w wyobrażeniu Barbary o idealnym i grzecznym dziecku. Barbara, która lubiła ustalony porządek i podporządkowanie irytowała się i gniewała coraz częściej na swoją córkę. W dodatku porównania z cichą i uległą córką koleżanki wypadały na niekorzyść Marleny. Pojawiały się kary i kontrola wobec dziecka. Marlena nie miała także oparcia w własnym ojcu, który dla świętego spokoju przytakiwał matce.

Gdy Marlena poszła do szkoły wychowawczyni nie podobały się nieoczekiwane pytania Marleny. Skutecznie zniszczyła jej przyjaźń z koleżanką wpajając Barbarze, że jej córka zadaje się ze złą towarzyszką, co oczywiście matka zaakceptowała bez komentarza.
W tej sytuacji Marlena przegrywając na wszystkich frontach, zamknęła się w sobie popadła w apatię i przygnębienie – uciekła od siebie. Uczyła się coraz gorzej, przestała zabierać głos na lekcjach, nie zapraszała nikogo do siebie do domu, nie była też zapraszana do domów koleżanek.

Dziś Marlena pracuje i ma męża. Urodziła jedno dziecko. Jej małżeństwo się nie układa. Jak twierdzi, do męża czuje obojętność, momentami nawet niechęć i silne rozdrażnienie. O synku mówi ze wzruszeniem, choć trudno być jej kochającą matką.

Podczas naszego spotkania, Marlena uświadomiła sobie, że nic nie czuje, ani do męża ani do dziecka. Na kolejnych spotkaniach nazwała swój problem: „Jestem nijaka, nic nie czuję – jakby pusta i bez twarzy, bez wnętrza i wizerunku.”
Marlena przestała doświadczać własnych uczuć właśnie w kontakcie z matką – emocjonalna otwartość wobec niej w dzieciństwie była bardzo trudna i niebezpieczna, gdyż matka chciała ją wychować według swoich reguł i zasad nie patrząc na to co Marlena czuje.
Aby przetrwać, przestała świadomie przeżywać uczucia, straciła z nimi kontakt. Pustka wewnętrzna przykryła wszystkie doznia.

WAŻNE WARUNKI
Aby Marlena mogła rozwiązać swój problem pustki emocjonalnej, by mogła nauczyć się czuć i wziąć odpowiedzialność za swoje przeżywanie – muszą być spełnione pewne warunki.

Po pierwsze – musi poczuć się na tyle bezpiecznie, by emocjonalnie otworzyć się na swoja przeszłość, chodzi głównie o kontakt z matką Barbarą; po drugie – musi poczuć się na tyle bezpiecznie, by otworzyć się uczuciowo na teraźniejszość – wobec swojego męża i syna.

W bezpiecznym kontakcie z terapeutą Marlena doświadczyła uczuciowo tych sytuacji z przeszłości, których wówczas świadomie nie przeżyła, gdyż były one zbyt bolesne. Stała się świadoma uczuć wobec swojej pierwszej kobiety – matki, później nauczycielki. W ten sposób spełniła pierwszy warunek.

Uświadomienie sobie źródeł problemu pozwoliło ją odblokować i „oswoić”, wyzwalając energię potrzebną do zmiany obecnej sytuacji.
Marlenę czeka jeszcze bardzo wiele pracy. Chce nauczyć się przeżywać i okazywać swoje uczucia w pełni świadomie i w wolności.

* Szczegóły mogące umożliwić identyfikację osób, przedstawionych w przykładzie zostały zmienione.

Tomasz Radkiewicz

X
%d bloggers like this: